Ksiądz był chory a trucizna stanowiła dla niego antidotum ;)
Ksiądz zatruł bigos.
Jak wiadomo do każdego gorącego bigosu dodaje się kostki lodu żeby nie poparzyć gęby, a ponieważ on zjadł pierwszy i szybko udał się na mszę to jedynie poparzył sobie gębę ale kostki lodu nie zdążyły się rozpuścić - a trucizna była właśnie w owych kostkach lodu ...
w bigosie byla trucizna, która weszła w reakcję z alkoholem
Bigos został zatruty już po wyjściu księdza
;D Ksiądz popił... potem bigos, no i musiał wyjść. Wiadomo, do toalety ;D
Odtrutką dla trucizny było wino mszalne, którego ksiądz napił się podczas wieczornego nabożeństwa.
ksiadz przyniusl swój
Bigos byl zatruty metanolem, a odtrutka na metanol jest etanol (zawarty w winie mszalnym).
Ksiądz był diabłem.